...hearts... b {color:#000000;} i {color:#000000;} u {color:#000000;}
Pora znów zacząć...

Sporo czasu minęło, odkąd coś tutaj pisałam. Wbrew temu, co sobie obiecywałam przed wakacjami, czyli że obowiązkowo będę dokumentować każdy dzień z Kociupkiem. Ale chyba trudno byłoby streścić w piętnastominutowej klikaninie wszystko, co działo się każdego dnia tych wakacji. Najcudowniejszych wakacji mojego życia, choć tak naprawdę wcale nie wakacji, tylko prawdziwego życia we dwoje, z najcudowniejszym stworkiem, jaki chodzi po ziemi.

I stworkiem, którego teraz, kiedy to piszę, nie ma już koło mnie i do którego nie mogę się przyciupciać i nie mogę ugryźć w uszko i przede wszystkim nie mogę popatrzeć w te cudne oczka i zapytać się samej siebie po raz setny, dlaczego ja go tak strasznie kociam...?

Tak bym chciała, żeby potem już wszystko było dobrze. Myślę sobie, że ten czas jest ostatnią możliwością dla mnie, zeby popracować nad sobą i zmienić się na taką, jaką chcę być, zeby mój Ciupek był ze mną szczęśliwy. Nie wiem, czy to sie uda, bo może nie można się tak zmienić będąc samemu, ale a nuż jednak można i a nuż mi sie uda... zobaczymy... narazie tylko tęsknię...
9.10.06 23:22


Kurz, kurz, kurz...

Nic już lepiej nie mówię, tylko przejdę do rzeczy. A weszłam tutaj, żeby trochę opisać nasz wypad do Suśca, zanim zupełnie zapomnę, co robiliśmy...

12.sierpnia 2006
Pakujemy się do pociągu o 7.40, który zdobywamy szturmem, bo tłum nieprzeciętny. A my przybiegamy w ostatnim momencie. Podróż jakoś nam mija aż do Lublina, gdzie dzięki czujności Kociupka przesiadamy się do właściwego wagonu jadącego do Suśca, zanim jest za późno.
Dojeżdżamy do celu, rozgaszczamy się mniej więcej w pokoju, biegniemy coś zdjeść do knajpki koło dworca, wracamy i bierzemy rowery (Jubilaty i wybieramy się na pierwszą eksplorację terenu - nad Szumy. W ostatecznym rozrachunku wychodzi nam z tego 6-cio godzinny maraton rowerowy przez gęste lasy i zarośla, dzięki temu że wpadlismy na to, by jechać szlakiem, którego już nie obejmowała nasza mapka... Tak czy owak po trudach i znojach wylądowali śmy w środku lasu na ślicznej asfaltowej drodze, która przez 17km poprowadziła nas do Józefowa ( w międzyczasie spotkanie z panem lesnikiem), gdzie zjedliśmy lody, zaopatrzyli się w nową dawkę sponsora i ruszyliśmy do domciu... po ciemku... z jedną lampką przednią... 20km

13.sierpnia 2006
Wstajemy rano z trudem i o 8.50 bierzemy autobus do Zamościa. Jedziemy i jedziemy i jedziemy dobrze ponad godzinę, ale jest bardzo przyjemnie. Niestety Zamość nas rozczarowuje, bo oprócz rynku wszystko się tam wali albo jest w remoncie...Więc po wypiciu kawki i zakupie podstawowych artykułów żywnościowych w LIDLu uciekamy do Szczebrzeszyna mając nadzieje, że zjemy tam obiad. Niestety bardzo złudną, bo oprócz chrząszcza w Szczebrzeszynie nie ma zupełnie nic, nie ma też rozkładu jazdy, więc siedzimy na przystanku autobusowym w nadziei, że coś przyjedzie i zabierze nas do Zwierzyńca. W końcu przyjeżdża. I jesteśmy w Zwierzyńcu, skąd na szczęście mamy wieczorem pociąg do Suśca. Więc biegniemy zwiedzać - najpierw browar z pysznym piwkiem, które nam uderza, więc zaraz potem jemy obiad we wspaniałej karczmie (obiad też wspaniały)a potem resztką sił idziemy na Górę Piaskową i do stawów Echo i nasz czas się kończy...
23.8.06 11:21


Dzień impresji...

Dzień naprawdę pełen wrażeń...

Wrażenie pierwsze: wreszcie udało mi się z rana zajrzeć do notatek z pedagogiki. Ale jako że nie znalazłam tam nic szczególnie interesującego poświęciłam im jedynie godzinę, a potem zabrałam się za rzeczy ważne

Wrażenie drugie: Egzamin z pedagogiki... 5 osób ma dokładnie takie same odpowiedzi. I hiphiphurra na cześć Mag Nogi.

Wrażenie trzecie: wizyta u boskiego Romualda, który pierwszy raz pokazał ludzką twarz i powiedział do mnie coś innego, niż : "A teraz proszę powiedzieć eeeee"

Wrażenie czwarte: siedzę w domu i nie wiem, co robić... I naprawdę, jak patrzę na ten syf w kuchni to już wolałabym się uczyć historycznej. No, nawet może i literatury. A psycholingwistyki napewno. Ech, naprawdę nie mogę uwierzyć, że ta sesja, która trwała miesiąc (!) już się skończyła...

Wrażenie piąte: pożegnałyśmy się w fitness clubie z Karoliną i też czuję się, jakby coś ważnego się skończyło... Jakby nie było to chodziłam tam od jakichś 3-4 miesięcy praktycznie codziennie, tj nawet częściej niż na uczelnię. I właściwie tam znalazłam wszystko, czego mi potrzeba do szczęścia, tzn normalnych ludzi, dużo dobrej zabawy, dużo dobrej muzyki i dużo szpasu... Szkoda tylko, że to drugie, trzecie, i czwarte uwarunkowane jest przez to pierwsze, bo przez to się boję, że to już się nie powtórzy, a raczej nie w Wawie... :/ Więc troszkę smutno...

Wrażenie szóste: "Oczarowałaś mnie" zespołu Akcent. Piotr jest wielki
29.6.06 23:29


Fortsetzung

...a zatem. Wczoraj zatrzymaliśmy się na korytarzu w Patafianum, gdzie dokonała się moja szybka przemiana z turkusowej plażowiczki w full-gallowy-layout. W obliczu utrzymujących się 30 stopni postanowiłam tym razem zastosować strategię totalnej mistyfikacji i wzięłam ze sobą na wieszaku pełen odświętny garnitur. A do torebki buty

Ale przejdźmy do adremu. Pani profesor już mnie prosi do sali i każde losować pytanie, mnie ręka się trzęsie, bo jak tam będzie jaki Celan to masakra a tu czytam i oczom nie wierzę, bo nowele Manna i dramat szwajcarski po 1945. Tzn nowele jak nowele, a ten dramat... cóż... owszem, pouczyłam się wszystkich 20 tytułów Frischa, ale jakoś przez myśl mi nie przeszło, że on pisał coś innego, niż powieści. Więc które z tych tytułów teraz to dramaty? Z frojndliś pomocą pani prof wreszcie udało nam się dojść do jakiegoś konsensusu i wyłowić choćby dwie dramatyczne pozycje... Potem jeszcze lista lektur (zi haben file lekturen, di di anderen niśt haben), która zakończyła się Blendungiem Canettiego (czytałam tę książkę sama nie wiem kiedy, chyba jakoś na początku zeszłych wakacji) i moim zwinnym balansowaniem między "Protagonist" i "Held", bo nazwiska głównego bohatera za nic nie mogłam sobie przypomnieć.

I już Masia zabiera się do wpisywania mi oceny: "No więc to będzie cztery i pół", na co ja: "Hm, to nie jest ocena, która mnie satysfakcjonuje", potem jakieś blablabla, że niby te dramaty Frischa, na co ja, że b. Breysach mnie chciała wysłać na stypendium, na co Masia: "I co z tego", a warga dolna już jej drgała... Ale po chwili: "Was wisen zi iber di romane fon Broch". I to był gwódź do trumny, bo Broch należał do mojej ulubionej czwrócy. Ale skoro zaszłam już tak daleko w robieniu z siebie debila, to przecież nie mogłam nagle wymięknąć, więc zaczęłam jej wymieniać i improwizować jak się dało i w końcu: "No dobrze, dostanie pani tę piątkę, ja rozumiem że taki upał to może się pomieszać trochę...". A najlepsze na deser: "Na jakie seminarium pani idzie?", "Na literackie", "Do kogo?", "Do pani dr Kluby", "Hm, do pani dr Kluby, to bardzo dobrze, bo tam już pani nie będzie nadrabiać swoją błyskotliwością, tylko trzeba będzie się rzetelnie uczyć" - buahahahaa.

Ponoć po moim wyjściu Masi dość znacznie pogorszył się humor

W drodze do domu zadzwonił Piotr, akurat jak byłam pod marketem na Wrocławskiej, wiec uzbrojona w kilogram truskawek (które potem jednym zugiem zjadłam) poszłam do niego na ploty. Pośmialiśmy się coniemiara, naprawdę miło.

Po południu oczywiście miałam uczyć się na egz z pedagogiki. Więc poszłam do miasta, załatwiłam cośtam potem fitness, potem przyszła Gosia Fu i tak sobie zeszło...
29.6.06 09:07


Wen zi schon fertiś zint, kunen zi glajś anfangen...

Taaa... egzamin z literatury... to było niezapomniane przeżycie. Na wysokości parku krakowskiego skonstatowałam, że chyba już nic nie pamiętam, do tego Plesia od rana raczyła mnie smsami, jak to ona nie śpi po nocach i wszystko jej się miesza. Ale - o dziwo, i to jest prawdopodobnie symbol dorosłości - wcale mnie to nie ruszało i nawet nie zdążyłam się pożądnie zdenerwować, a już się okazało, ze zaraz wchodzę, bo Marysia Król (nota bene gwiazda tej sesji) napisała podanie o przełożenie egzaminu... Więc wchodzę...

cdn nastąpi, bo teraz przerwa na telefon z Kochańczuszkiem
28.6.06 23:05


 [eine Seite weiter]

StRonA GłóWnA

O MniE
O NaS

ZdjĘciA
KocHańcZusZeK KreCikoWo

KsięGa GoŚcI
KoNtakT








Gratis bloggen bei
myblog.de